Seria "Czar Czterech Czarownic" - Część Pierwsza - Wezwanie


            


          Pora letnia w Lancaster dobiegała końca, choć na wyspach nie dało się wyszczególnić czterech pór roku, to temperatura na zewnątrz zaczynała przywodzić na myśl pierwsze zimowe przymrozki. Żniwa zostały zebrane, wiec ceremonie dziękczynne należało odprawić podczas pierwszego nowiu księżyca. Owa faza wypadać miała dopiero za pięć dni, dlatego Jasmine miała wystarczająco czasu, aby się przygotować. Babka nazywała ten dzień Nowym Rokiem Czarownic. Za jej życia palono ogniska, składano ofiary z plonów, oraz odziewano się w ceremonialne stroje. Jasmine nie miała z kim świętować, gdyż pozostała jedyną czarownicą z rodu, mieszkającą nadal w Lancashire. Nie była natomiast ostatnia z rodu Woodville.
            Jak co roku przygotowywała wieńce dziękczynne złożone z roślin kwitnących właśnie na jesień. Wrzosy, chryzantemy i dalie były jej ulubionymi kwiatami, te ostatnie dodawała dla uczczenia pamięci swoich przodków. Babka Faith uwielbiała dalie, uważała je za królowe kwiatów. Wszystkie kwiaty nosiła w wiklinowym koszu, nieodłącznym elemencie magii ziemi. Według tradycji kwiaty dziękczynne należało umieszczać tylko w pojemnikach zrobionych z naturalnych surowców, a wiklina nadawała się do tego idealnie. Na wieczór zrobiło się bardzo chłodno, toteż Jasmine postanowiła wrócić z roślinami zebranymi za dnia, z powrotem do domu. Stanęła przed drzwiami wejściowymi i obserwowała budynek, kiedyś pełen śmiechu i zabaw dzieci, teraz tak cichy, że aż momentami ją to przerażało. Nie chcąc tkwić w przygnębieniu, otworzyła drzwi i weszła do salonu, w którym nadal palił się ogień w kominku. Jasmine zadbała przy pomocy czaru, aby w domu było ciepło, gdy wróci. Teraz jednak chciała  usiąść w jednym ze swoich ulubionych pokoi, spędzanie tam czasu zawsze działało na nią melancholijnie. Kobieta lubiła wracać wspomnieniami do czasów dzieciństwa, gdy ona i jej siostra Gabrielle były nierozłączne. Teraz została sama w wielkim i pustym domu. Pokój Gabrielle i dziewczynek pozostał w takim stanie, w jakim go zostawiły. Jasmine lubiła tam przesiadywać, czuła obecność swojej siostry i jej córek. Magia płynąca w ich żyłach jak cienka nić łączyła czarownice należące do tej samej rodziny. Były na zawsze połączone, mimo że rozdzielił je los.
            Jasmine usiadła na wiklinowym fotelu, na którym jej siostra opowiadała bajki czworaczkom. Pamiętała jak babka nazwała ciążę cudowną, zesłaną przez przodków, gdyż zwykle czarownice w rodzinie Woodville nie miały tyle szczęścia. Jednym z wyjątków była ona i Gabrielle, gdyż ich kuzynki miały zwykle tylko jedno dziecko, o ile zachodziły w ciążę w ogóle. Kobieta zamknęła oczy, po czym przeniosła się w świat wspomnień. Była to prosta technika, którą nauczyła ja Faith. Jak za pstryknięciem palców, mgła przed jej oczami rozmyła się, a Jasmine zobaczyła siebie i Gabrielle jako dziesięcioletnie dziewczynki. W tym wieku zwykle pojawiają się pierwsze zdolności magiczne u młodych czarownic. Niestety siostrzenice Jasmine zostały zabrane z ziemi rodzinnej przed ukończeniem sześciu lat, wiec nie była w stanie dowiedzieć się, jakie zdolności posiada każda z nich.
            We wspomnieniu była dokładnie ta sama pora roku, wszystkie czarownice przygotowywały się do ceremonii. Matka Jasmine – Geraldine - uczyła obie córki jak tworzyć wieńce na Nowy Rok.
      – Cała wiedza zawarta jest w Księgach – tłumaczyła Jasmine – na pewno znajdę coś o tym, jak zrobić idealny wieniec dziękczynny.
-       W magii wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy -  powiedziała Geraldine, lecz nie był to wystarczający powód dla Jasmine, aby przestać prosić  o dostęp to Ksiąg. Geraldine jednogłośnie ze swoja matka uznały, że udostępnienie Księgi dziesięciolatce równe będzie włożeniu pistoletu w rękę dziecka.
-        Gdy będziesz starsza, razem z Gabrielle dostąpicie ceremonii wtajemniczenia – odpowiadała babcia Faith za każdym razem.
Siostry siadały wiec z matką w kręgu i uczyły się uroków dziękczynnych.
-        Jasmine zamknij oczy — mówiła matka — wyobraź sobie, co chciałabyś podarować swoim przodkom w prezencie. Skup się na tym bardzo intensywnie, a ty Gabrielle ujmij wieniec w dłonie i przesyłaj mu swoja dobrą energię. Na pewno się uda.
            Obie dziewczynki były podekscytowane ćwiczeniami, lecz mała Jasmine zirytowana odmowa babki, postanowiła zażartować z siostry. Skupiła się na małym zielonym stworzeniu, cztery łapki, dwoje oczu. W pewnym momencie Gabrielle poczuła jakby wieniec w jej dłoniach zaczął drżeć. Zaintrygowana otworzyła oczy i w przerażeniu rzuciła splecione kwiaty w stronę matki. Obie zaczęły krzyczeć i podskakiwać jak żabki, które właśnie wyskoczyły z pomiędzy roślin. Jasmine śmiała się wtedy i śmiała się dzisiaj, lecz teraz bardziej przez łzy. Tak bardzo brakowało jej siostrzanej miłości, tak bardzo brakowało jej rodziny.

***
            Alarm rozlegał się po pokoju Dorothy, raniąc jej uszy i zmuszając oczy do spojrzenia na świat. Przecierając twarz starała się dojrzeć, która jest godzina na ekranie  budzika. Gdy w końcu do niej dotarło, że od półtorej godziny powinna być na nogach, zerwała się z krzykiem. Za pól godziny powinna otworzyć kawiarnie na roku Bornes i Queen. Dramatyczne próby ubrania się i znalezienia wszystkich potrzebnych rzeczy po pokoju, nie mogły być nie zauważone przez jej trzy siostry, siedzące przy stole kuchennym, piętro niżej.
-        Znowu przeklina w myślach swój ciężki sen – odparła Dominique  –  do tego nie może znaleźć kluczy od kawiarni.
-        Gdyby dała mi rzucić na nie eksperymentalny urok, który czasami stosuje w pracy, właśnie w tym momencie pojawiłyby się w kieszonce jej torebki, a tak ... – skwitowała Dakota, najmłodsza z sióstr , mimo ze była młodsza zaledwie o trzy godziny.
-        Dobrze wiesz, że Dorothy nie ufa magii eksperymentalnej, jedyne co stosuje to napary ziołowe, które nauczyła ją babciaGeraldine – stwierdziła Dharma – wiec nie irytuj się na brak królików doświadczalnych.
-        Wcale nie jestem podirytowana .. . – odpowiedziała, nieco spięta Dakota.
-        Przecież widzę, twoja aura zrobiła się cała bladoróżowa – powiedziała Dharma.
-        Już zapomniałam, że widzisz nas na wskroś, ale ...
Dakota nie dokończyła zdania, gdyż Dorothy zbiegając ze schodów narobiła takiego hałasu, że wytrąciła ją z toku myślowego. Trzy siostry obserwowały bez słowa. Dorothy pędziła raz miedzy kuchnią a patio, chwile potem wybiegała z łazienki, torując sobie drogę miedzy krzesłami w jadalni.
-       „Dzień, jak co dzień„ – pomyślała sobie Dakota. Dominique jedynie zaśmiała się pod nosem.
-       Och, nie mogę znaleźć kluczy do kawiarni,  a już jestem spóźnia! -  wykrzyknęła w panice Dorothy.
Trzeba przyznać, że matka nie wysiliła się zbytnio w nadawaniu imion dziewczętom, a może to był zabieg celowy. Sama jednak nigdy nie pomyliła się w rozpoznawaniu swoich czworaczków. Imiona, także nigdy jej się nie pomyliły.  Teraz Gabrielle stała oparta o drzwi wyjściowe, trzymając w ręku breloczek z kluczami.
-       Dorothy, kochanie – powiedziała Gabrielle ciepłym głosem. W ręku machała kluczami do domu i kawiarni.
Dziewczyna złapała je w biegu i przed wyjściem pocałowała matkę w policzek. Gabrielle wróciła do stołu, na którym nadal stał kubek gorącej kawy. Usiadła na przeciw córek.
-        O której masz rozmowę o prace Dharmo? - zapytała kobieta.
-        O dwunastej, przedtem muszę koniecznie skoczyć do Dorothy na kawę. Takie spotkania okropnie mnie stresują – odpowiedziała Dharma – przydałaby się duża porcja kawki z charyzmą.
Wszyscy przy stole zaczęli się śmiać. Dharma była stworzona do pracy psychologa, zawsze wiedziała co gra w duszy człowiekowi, nawet gdy on sam nie chciał się do tego przyznać. Dar odziedziczony po swojej prababce Faith uaktywnił się dopiero, gdy miała siedemnaście lat. Do tej pory sądziła, że magia przodków ją pominęła.
-        Ja też muszę się zbierać – powiedziała Dakota, wstając od stołu – mam pełno pracy z nowymi czarami. Nie są jeszcze doskonałe, ale teleport małego przedmiotu do właściciela już opanowałam.
Dziewczyna uśmiechnęła się szeroko, po czym pstryknęła palcami. Na stole pojawiły się klucze do domu.
-        Tak to się robi – powiedziała najmłodsza, po czym pospieszyła ku wyjściu.
-        Chyba nie muszę ci powtarzać, abyś była ostrożna – ostrzegła ją matka – zwykli ludzie tego nie pojmą, a nawet nie zaakceptują. Możesz wpakować się w kłopoty.
-        Tak ... pojęłam swoja lekcję ostatnim razem ... tylko w naszym kręgu – odparła machając ręką na pożegnanie.
Przy stole zostały tylko dwie córki.
-        Nie martw się mamo, Dakota naprawdę się przestraszyła tego, co wydarzyło się ostatnim razem,  z pewnością tego nie powtórzy -  wyszeptała Dominique, widząc zmartwioną twarz Gabrielle – zaraz wyjeżdżam do salonu fryzjerskiego, czy podwieźć którąś z was?
-        Tak ...  myślę, że podjadę teraz do Dorothy – odparła Dharma – trzymajcie za mnie kciuki.
        Obie kobiety kiwnęły głową. Po wyjściu córek, z twarzy Gabrielle nie znikała troska. Gdy postanowiła opuścić dom rodzinny, zrobiła to właśnie dla nich, aby mogły dorastać w normalnym świecie. Nie sądziła, że w ich moc będzie tak silna z dala od ziemi rodzinny Woodville.  Dodatkowo coś wzmagało jej niepokój. Od urodzenia czuła wieź magiczną ze swoją siostrą Jasmine, lecz od wczoraj wspomnienia o niej zaprzątały jej myśli.  Wszystko zaczęło się od snu z przed dwóch dni. We śnie Gabrielle widziała siebie i siostrę podczas ceremonii dziękczynnych w domu. W pewnym momencie kuzynki zaprowadziły Jasmine w stronę drzew, zachęcając ją po drodze wieńcami kwiatowymi. Gdy ta stała już na skraju lasu, jedna z kuzynek nałożyła jej różany wieniec na szyje, który spłyną krwią, zanim Jasmine weszła miedzy drzewa. Kiedy wszystkie zniknęły, słychać było jedynie śmiech dziewcząt, dochodzący do jej uszu jak echo. Nastoletnia Gabrielle zaczęła biec w ich stronę, lecz droga wydłużała się w nieskończoność, do momentu aż wszystkie głosy ucichły. Gabrielle obudziła się zlana potem i silnym uczuciem, ze musi skontaktować się z siostra.
            Gdy Gabrielle opuściła dom miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, a jej córki niecałe sześć. Rozłąka z siostra była ciosem w serce, który sama sobie zadała. Wtedy kierowała się dobrem czworaczków, chcąc podarować im normalne życie, zrezygnowała z tego co było dla niej normalnością. Chciała uciec od swych korzeni i od mocy, która płynęła w jej żyłach. Wybrała miasto najbardziej oddalone odLancashire, leżące na terenach nie związanych z magią. Z tego co wiedziała, w odległości stu kilometrów nie mieszkała żadna rodzina czarowników. Postanowiła osiedlić się na tym krańcu świata i ukryć córki i siebie przed przeznaczeniem, które było im pisane. Owe miasteczko nazywało się St. Just i było położone na najdalszym skrawku Wysp Brytyjskich. Dom, który kupiła za większą cześć oszczędności, nie był w idealnym stanie, szczególnie dla czwórki paroletnich rozrabiaków, ale był wystarczająco duży, aby pomieścić je wszystkie i zapewnić bezpieczną ostoję na przyszłość. Detalami takimi jak zniszczone dywany i farba odpadająca od ścian, wiedziała jak się zająć. Sądziła, że to najlepszy wybór jakiego mogła dokonać, z pewnością był to wybór najbezpieczniejszy na wiele przyszłych lat. Gdyby nie podjęła tej decyzji, ich życie z pewnością wyglądało by teraz inaczej, nie potrafiła jednak osądzić czy byłoby lepsze, czy też gorsze.
            Dzisiaj mimo tego, że magia ich odnalazła sama, dziewczęta prowadziły dość zwyczajne życie. Dorothy prowadząca kawiarnie, starała się robić to w całkowicie przeciętny sposób, choć niekiedy dodawała potrzebującym duszyczkom do kawy kropelkę na odwagę. Tak to nazywała Dharma, choć była to ziołowa nalewka, którą nauczyła ja babka Geraldine. Jedynie do takiego rodzaju magii Dorothy była przekonana, nie rzucała zaklęć, nie preparowała eliksirów miłosnych, choć zapewne byłaby w tym bardzo dobra. Nie lubiła, także eksperymentować z magią, za co zawsze krytykowała Dakotę. Dorothy zdawała się najbardziej dojrzałą ze wszystkich sióstr, co zawsze dostrzegała matka.
            Dharma przez lata nie miała osobistego doświadczenia z magia. Siostry nieraz żartowały, że dziedzictwo ją pominęło. Jednak w wieku siedemnastu lat otrzymała dar odziedziczony po swojej prababce Faith. Obie kobiety widziały aurę człowieka. Gabrielle wiedziała, że jest tylko jeden sposób na dziedziczenie darów od kobiet w starszym pokoleniu, poprzez ich śmierć, lecz nie powiedziała nigdy tego najdelikatniejszej z córek. Dharma dopiero oswajała się ze swoim darem. Gdy pierwszy raz ujrzała dziwne kolorowe otoczki wokół ciał swoich sióstr, nie bardzo potrafiła wytłumaczyć, co się z nią dzieje. Teraz wiedziała doskonale, co każda barwa oznacza, nauczyła się także wpływać na aurę. Była ekspertem w rozumieniu ludzkich emocji, mimo że jej dar dopiero się rozwijał.
            Dakota w przeciwieństwie do Dorothy uwielbiała nowości i nie bała się testować swoich zdolności w życiu codziennym. Mimo że dziewczyny nigdy nie posiadały Księgi Czarów, Dakota sama doszła do paru z nich, a jeszcze więcej sama stworzyła. Po raz kolejny sprawdziło się powiedzenie babki Geraldine, że wyobraźnia jest ważniejsza od wiedzy. Ta młoda dziewczyna wiedziała o prawie działania żywiołów i ich współzależności. Jej droga w zwyczajnym życiu poprowadziła ku technologi. Mimo że wszystkie siostry wiedziały o tym, iż nie wolno im zdradzić się ze specjalnymi zdolnościami, to Dakota nie była zanadto ostrożna. To, co wydarzyło się rok temu, mogło zakończyć się dla niej tragicznie. Roztropnie postąpiła bawiąc się nowo odkrytym czarem, w firmie, do której niedawno ją zatrudniono. To była jej pierwsza praca i była tam uważnie obserwowana, co niestety umknęło jej uwadze. Zwykłym śmiertelnikom nie przyszło oczywiście do głowy, czemu miałyby służyć jej testy i w jaki sposób otrzymywała rezultaty, ale ktoś jednak wiedział o niej więcej niż ona sama. List, który zostawił i perspektywa, że jest stale obserwowana, do dzisiaj spędza jej sen z powiek.

            Dominique zawsze była o krok przed wszystkimi, zawsze wiedziała, o czym myślą ludzie i co chcą przed nią ukryć. Ten dar nie był łatwy, ale bardzo często przydawał się w życiu. Co prawda Dominique miała za sobą, także ciężkie chwile, gdyż był czas, kiedy nie potrafiła uciszyć głosów w głowie, setek głosów na raz. Teraz potrafiła postawić mur oddzielający ją od myśli innych, a także wejść w umysł każdej osoby, jeśli tylko tego chciała. Obiecała pewnego dnia rodzinie, że nie będzie czytać w ich myślach bez pozwolenia, co nie było taką prosta obietnica do spełnienia, gdyż jej ciekawość często brała górę.
            Największą moc posiadała Gabrielle, uczona przez babkę Faith i swoją matkę Geraldine. Przeszła wraz z Jasmine wiele inicjacji oraz ceremonii, lecz w nowym życiu nie wykorzystywała swych licznych zdolności. Tę wstrzemięźliwość starała się wpoić również swoim córkom.  



***

            Jasmine przez parę ostatnich dni przygotowywała się do Nowego Roku Czarownic. Pozbierała pamiątki po swoich przodkach, które były przechowywane z należytą czcią, u najstarszej kobiety w rodzinie. Teraz Jasmine stała się najstarsza, wiec do niej należał ten obowiązek. Poukładała na stole zdjęcia członków rodziny Woodville, które miała ułaskawić, przy pomocy kadzidła sporządzonego z rumianku, dziewanny i bylicy. W ten sposób zapewniano przodkom kolejny spokojny rok w zaświatach. O sobie jednak nie zapomniała. Lata w samotności i tęsknota za matka i babka, pogłębiały żałobę, którą nosiła w sercu. Od dwóch dni odprawiała obrządek oczyszczenia duszy z rozpaczy, która wypełniała dużą część jej jestestwa. W glinianym naczyniu moczyła trzy kamienie – ametyst, różowy kwarc i hematyt. Owe kamienie miały oddawać swoją leczniczą moc do wody, która w ceremonii dziękczynnej zostanie złożona w ofierze, razem z kwiatami. Cały żal wydobyty z duszy Jasmine zostanie odesłany.
Kiedy nadszedł czas, kobieta ułożyła wszystkie potrzebne rzeczy w wiklinowym koszu i podążyła na cmentarzu. Jak co roku w okolicy nikogo nie było, mimo że na cmentarzu leżały, także groby zwykłych ludzi, nikt już o nich nie pamiętał, bądź też bał się zapuszczać w te tereny. Jasmine podeszła do grobowca Woodville'ów, po czym po kolei rozłożyła przedmioty potrzebne do odprawienia modłów — zdjęcia, pamiątki i kamienie. Nie zapomniała, także o wazonie z kwiatami i magiczną wodą. Robiła to podczas każdego nowiu księżyca rozpoczynającego okres zimowy. Na tych ziemiach była jedyną czarownicą, lecz jej rodzina nie ograniczała się do zmarłych.
Czarne włosy kobiety opadały ponad kwiatami, ona z wyciągniętymi dłońmi wypowiadała prastare zaklęcia dziękczynne. W pewnym stopniu wiązało ją to z przodkami, lecz nie doznała ich większej obecności. Odwracając się po olejki eteryczne, które zostawiła w koszu, na ziemi, ujrzała parę kobiet stojących w bramie wejściowej na cmentarz. Wyglądały nieszkodliwie, ale instynkt nakazywał jej zachować bezpieczna odległość. Wyczuwała nieznaną magię z ich strony, czyżby one również były czarownicami? Zanim zdążyła wypowiedzieć pierwsze słowa, trzecia kobieta, podchodząc od tyłu, poderznęła jej gardło krótkim sztyletem. Osuwając się na kolana, widziała jak jedna z nich zabiera przedmioty z grobowca, po czym nie widziała już nic. Została tylko ona i ciemność. Czyżby tak bardzo tęskniła za zmarłymi, że śmierć postanowiła sama do niej przyjść? Zabrać ją razem z żalem i bólem, pochłonąć na zawsze w otchłań zaświatów. Jasmine była sama na tym ziemskim padole, lecz nie była osamotniona. Babki i kuzynki, których moc spoczywała w ziemi, wezwały ją do siebie. Dostąpiła zaszczytu spotkania się z nimi osobiście, choć może śmierć nie można zrozumieć jako zaszczyt, to nie było innego sposobu. Gdy odzyskała świadomość, jasne światło odbijające się od ścian jakiegoś pomieszczenia, dezorientowało ją do tego stopnia, że nie wiedziała, gdzie się znajduje. Czuła czyjąś obecność, lecz nie widziała nikogo w pobliżu. Wchodząc głębiej do swego rodzaju jaskini, zaczęła odczytywać sylwetki ludzkie, lecz było zbyt jasno, aby rozpoznać ich twarze. Nie czuła strachu, była zaintrygowana miejscem, do którego trafiła, po tym, gdy zgasło jej wewnętrzne światło. Magia natomiast nadal jarzyła się w jej duszy i nie dawała za wygraną. 
 – Jasmine córko Geraldine, zostałaś wezwana jako ostatnia żyjąca czarownica na ziemiach Lancaster. – Usłyszała głos, po czym przed jej oczyma ukazali się przodkowie z rodu Woodville. – Na tobie spoczywa teraz obowiązek sprowadzenia swych siostrzenic i ich matki
Kobieta nie wiedziała jak powinna się zachować. Czy powinna klęknąć przed rodziną i pochylić głowę, czy też zabrać głos?
       – Sprowadzić z zaświatów? – odpowiedziała niepewnie – Po śmierci jesteśmy powiązani z ziemią, na której nasze ciało zostało oddzielone od ducha. Moja siostra Gabrielle wyjechała lata temu ... nie uda mi się z nią skontaktować. Teraz jestem częścią magii ziemi, a moja moc zostanie połączona wraz z waszą, moi przodkowie.
                Jasmine pochyliła głowę, po czym upadła na kolana. Nie śmiała pouczyć starszyzny, lecz jej charakter wziął górę. Bała się gniewu, jaki na nią spłynie, wiec nie podnosiła oczu.
      – Dlatego zostaniesz powtórnie powołana do życia, wskrzeszona ze zmarłych – powiedziała najstarsza z rodziny, a Jasmine ogarnęło przerażenie – nasza moc jest ogromna, ale tylko wtedy gdy połączona jest z zaświatami. Nie mamy wielkiego wpływu na to, co się dzieje w świecie fizycznym. Ty będziesz naszym medium, z tobą będziemy się porozumiewać i tobie przekazywać naszą wolę

     – Czy tak można? - zapytała naiwnie Jasmine.

      – Zostałaś wybrana. Musisz połączyć rodzinę! A teraz idź! – wykrzyknęła Geraldine.
                Jasmine wszędzie poznałaby głos swej matki. Ze łzami w oczach, próbowała dojrzeć ją w tłumie, lecz jej wzrok zaczął się rozmywać. Tak mocno była związana z Geraldine i Faith, że nie wyobrażała sobie odejścia, choćby bez spojrzenia im w oczy. Słowa wypowiadane przez członków rodu dudniały jej w uszach, jakby magiczne wibracje rozdzierały ją i jednocześnie łączyły na nowo.  Wiedziała co nastąpi teraz.
                Gdy ocknęła się, na cmentarzu nikonie nie było. Kwiaty były porozrzucane dookoła grobowca, zniknął też jej wiklinowy kosz. Nie była w stanie przypomnieć sobie, co zabrała ze sobą na cmentarz, wiec nie zauważyła braku pewnych przedmiotów. Wiedziała jednak, że musi wstać i wyruszyć w podróż, aby odnaleźć brakującą część rodziny Woodville.



CDN.

photo credit: https://pixabay.com/pl/czarownica-kobiet-kobieta-m%C5%82ody-2505440/

Komentarze

  1. O świetne to jest :) To Twoje opowiadanie?

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomimo ,że magia nie jest moim konikiem , to ciekwie napisane :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie myślałaś może o tym, żeby wydać książkę? :)

    OdpowiedzUsuń
  4. całkiem intrygujący wstęp, trafia w mój gust

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziekuje wszystkim za komentarze , z pewnością będzie ciąg dalszy

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Seria Grand Fantasy - Część Pierwsza - Wysłaniec Etro

Seria Światła i Cienia - Część 1 - Wejrzenie

Seria Światła i Cienia - Część 2 - Otwórz się na niespodziewane.

Bajka o kocie i skowronku